Pokancerowana

Pokancerowana

Diagnoza: nowotwór i co dalej?

Miałam kiedyś pacjentkę, Pani Aneta, 40 lat. Zgłosiła się do mnie z problemami w relacji z synem, z depresją towarzyszącą jej od dawna i poczuciem ogólnego bezsensu „bez widoków na przyszłość“, jak mawiała.
Podczas terapii nauczyła się rozmawiać z synem, zmieniła swoje nastawienie do mężczyzn i w szeroko pojętym rozumieniu wzięła za swoje życie i za siebie - odpowiedzialność.
Zmiany w życiu Pani Anety zaowocowały zmianą pracy, miejsca zamieszkania i wejściem w stały, całkiem satysfakcjonujący związek i znaczną poprawą relacji z synem.
Pewnego dnia, już jakiś czas po ukończeniu terapii, pacjentka niespodziewanie umówiła się na wizytę. Po wejściu do gabinetu usiadła na fotelu i z wyraźnie rysującą się złością wykrzyczała „Kurwa, mam raka“
Zrobiło mi się przykro, pomyślałam, że wykonała kawał dobrej roboty, zmieniła swoje życie, a tu taka diagnoza...rak jajników.
Zapytałam, czego potrzebuje w obecnej sytuacji. Powiedziała, że wsparcia podczas procesu leczenia.
Kiedy pacjent dowiaduje się, że ma nowotwór, przeżywa bardzo silny stres związany z lękiem przed śmiercią. Zupełnie naturalne jest to, że jego psychika próbuje się obronić, przed informacją, która jest bardzo trudna do przyjęcia.
Pomyśl przez chwilę, jakie masz przekonania dotyczące nowotworu? Co myślisz, kiedy słyszysz RAK?
Dla wielu osób powyższe słowa oznaczają wyrok. Amerykańska psychiatra Elizabeth Kubler-Ross wyodrębniła pięć etapów, przez jakie przechodzi osoba, która dowiaduje się o chorobie.

W pierwszym etapie chory zaprzecza i izoluje się od ludzi ze swojego otoczenia. Tak samo zrobiła Pani Aneta. Tuż po usłyszeniu diagnozy zamknęła się w domu, odtrąciła bliskie osoby i skoncentrowała się na poszukiwaniu lekarzy, którzy są w stanie jej pomóc. Mówiła o swoim zagubieniu, o braku informacji, o poczuciu niesprawiedliwości i o tym, że często wydaje jej się, że to tylko zły sen.

Kolejna faza wiąże się z silnym gniewem, złością i okazywaniem jej innym. Kiedy Pani Aneta zrozumiała, że jest chora i cały swój żal i gniew przelewała na inne osoby, personel medyczny i bliskich. Później przyszedł etap „targowania“. Moment, kiedy chory już nie chce okazywać gniewu, a myśli raczej, że jeśli pokornie podda się leczeniu, przedłuży swoje życie.

W pewnym momencie jednak Pani Aneta zaczęła odczuwać objawy depresji. Kolejne chemioterapie, przez które przechodziła, wypadanie włosów, sucha, blada skóra i neuropatie spowodowały, że już nie miała siły na obronę.

Pamiętam, kiedy przyszła pewnego dnia, blada jak ściana, wyglądała na bardzo słabą. Była wtedy po operacji. Pokazała mi wielką ranę na swoim brzuchu, była obolała. Powiedziała, że już nie ma siły płakać i straciła nadzieję. Ten etap choroby był dla niej, z jej perspektywy najtrudniejszy. Po depresji przyszedł czas na akceptację choroby i spokój.

Od zakończenia leczenia minęły dwa lata. W późniejszym etapie byłam świadkiem powrotu do zdrowia u Pani Anety. Widziałam jak rosną jej włosy, zmienia się kolor skóry, a na twarzy pojawia się uśmiech.

Pacjentka borykała się z wieloma trudnościami, w tym czasie przekonała się także, jak bardzo może liczyć na swoich bliskich i jak małe stały się problemy, z którymi borykała się we wcześniejszych etapach swojego życia.

Dziś Pani Aneta pomaga innym kobietom, jest zaangażowana w wolontariat i jak mówi stara się cieszyć każdym dniem.
Z perspektywy psychologa, uważam, że podejście do choroby, jakość życia w trakcie, wsparcie bliskich i psychologów, a także nadzieja i wiara są w stanie bardzo pomóc w procesie zdrowienia. I jak widać na przykładzie Pani Anety...jest jakieś dalej.

                                                                                                                                                                                                                Psycholog, Magdalena Chorzewska

 


Tagi: depresja rak wsparcie nadzieja pomoc